Reklama

Spław to, czy zjazd?

Kan Elbląski to najdłuższy kanał żeglowny w Polsce, a w gruncie rzeczy zespół dróg wodnych.
Składają się na niego odcinki zbudowane sztucznie i noszące różne nazwy, trasy wiodące przez jeziora, skanalizowany odcinek rzeczki Liwy z Ostródy do Miłomłyna oraz boczne: Kanał Iławski, de facto łączący Kanał Elbląski od śluzy w Miłomłynie poprzez jezioro Dauby z Jeziorakiem (dł. ok. 10 km, otwarty w 1860 r., i Kanał Dobrzycki - odcinek z Jezioraka do Jeziora Ewingi (1850, tu ciekawostka: pogłębiono i wyremontowano kanał istniejący od 1324 roku!!!). Końcowy (lub początkowy) odcinek szlaku do Elbląga to już nie kanał, tylko zarastające jezioro Drużno będące wyjątkowym rezerwatem flory i fauny, a następnie rzeka Elblążka dopływająca do Elbląga.

Między Kisajnem a Niegocinem

Giżycko jest stolicą żeglarstwa w Polsce i jednym z głównych portów na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Nikt co do tego nie ma wątpliwości. A każdy wodniak przynajmniej raz w życiu przepychał się kanałem między jeziorami Kisajno i Niegocin.
Na tym przesmyku - oczywiście nie było wtedy żadnego kanału - już około roku 1340 Krzyżacy wznieśli gród obronny, który częściowo dotrwał do czasów współczesnych. Pod jego osłoną w połowie XV stulecia zaczęła powstawać osada, którą w drugiej połowie XVI stulecia książę pruski Albrecht Fryderyk von Hohenzollern-Ansbach uczynił miastem.

Akwedukt bez wody

To było na Suwalszczyźnie. Jechaliśmy malowniczą aleją stuletnich szwedzkich jarzębów z Błąkał do Stańczyków. I wtedy to się zdarzyło... Nagle samochód przeraźliwie zawył i poszybował w powietrzu. Parę metrów zaledwie, ale wrażenie było niesamowite. Trafiliśmy nie
spodziewanie na naturalna hopkę. Cóż, takie tam drogi. Potem już bardzo uważaliśmy.
Ale choć dojazd fatalny i w ogóle na końcu świata Stańczyków nie można nie zobaczyć. To bodaj najwyższe - wys. 36,5 m - mosty kolejowe w Polsce. Przerzucono je przez dolinę rzeczki Błędzianki (zwanej również Romintą). Są zabytkiem techniki. Podobne, choć znacznie mniejsze, wys. 15 m, są podwójne mosty w Botkunach nad rzeką Jarką i w Kiepojciach nad Bludzią. Prawie wszystkie są bliźniacze; w Stańczykach szerokości 5,7 m, 5 przęseł o pełnych łukach, na każdym z filarów trochę wysunięty ozdobny balkonik, wszystkie połączone ażurowymi balustradami. A że zostały zaprojektowane przez włoskich architektów, wyglądem przypominają rzymskie akwedukty i niewątpliwie dlatego noszą obiegową nazwę Akweduktów Puszczy Rominckiej!

Obory czy własność Oborskich?

W tej historii nie da się uniknąć plotek, gdyż „kto z kim i dlaczego” istotne jest dla jej przebiegu.
Zaczęło się od Sobieskiego. Gdy ożenił się z Marysieńką, ta wprowadziła do mężowskiego domu również swoją siostrę, ulubioną towarzyszkę. Niebawem, jak wiadomo, Sobieski kazał sobie w Wilanowie wystawić malowniczy pałac i zamieszkał tam na stałe. Oczywiście wraz z małżonką, szwagierką i całym dworem. Aliści był pewien szkopuł: urodziwa siostrzyczka królowej niezbyt przestrzegała obyczajów. Irytowało to króla niezmiernie. Postanowił zatem położyć kres dworskim skandalom i osadził romansową szwagierkę „au bord” (czyli „na skraju”) Wilanowa, w wybudowanym specjalnie dla niej pałacyku, do którego prowadziła jedna, łatwa do upilnowania droga. A wokół, jak okiem sięgnąć, bagna. Tyle wieść gminna, do dziś żywa w okolicy.

A prezydent zrobił swoje

Drodzy Czytelnicy, zatkajcie nosy! Będzie o tym, jak w Warszawie zaprowadzano wodociągi i kanalizację.
Wyobraźmy sobie wiosnę 1879 roku, zebranie w Zarządzie Miejskim. Jest nerwowo, radni przekrzykują się wzajemnie, zupełnie jak dziś. Dla jasności: ja tego nie wymyśliłam, tak głoszą dokumenty.
- Najwięcej dokuczają mieszkańcom rynsztoki i brak dobrej wody! - woła jeden.
- Rynsztoki z mostkami przed bramami, już z natury swego przeznaczenia niezbyt woniejące, są posypywane proszkiem karbolowym, który ma strzec od rozszerzania się choroby. Rynsztoki te są głębokie i szerokie. Na Lesznie na przykład, na Królewskiej i Książęcej wyglądają niemal jakby dawne fosy forteczne. Po nich spływają do Wisły wody deszczowe, występując niekiedy ponad poziom ulicy! - dodaje drugi.
Ktoś inny: - Woda studzienna staje się gorsza, gdyż coraz więcej nieczystości przesiąka do studni z umieszczonych na każdej posesji kloacznych dołów.
- Większość płci męskiej musi latem czy zimą zbiegać dla załatwienia swoich potrzeb do osobnych budyneczków, stojących zwykle w głębi dziedzińca nad jamą "biologiczną". W samym mieszkaniu i na schodach kuchennych istnieją różne sionki i zakamarki. Kryją się w nich rozmaite urządzenia, które trzeba wynosić do ogólnego zbiornika na dziedzińcu. Opróżnianie takiego zbiornika odbywa się od czasu do czasu nocą przez specjalną brygadę miejską. Trzeba nawet w największe upały szczelnie zamykać okna podczas tej operacji opróżniania i wywożenia.