Reklama

Czerwińsk nad Wisłą

Wiecie, dlaczego „Czerwińsk”? Podobno od czerwonych dachów kościoła i klasztornych zabudowań, będących najstarszymi obiektami murowanymi w tej części Mazowsza.
W I tomie wydanego w roku 1880 „Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i Litwy...” czytamy:
„Najdawniejsza o tej osadzie wzmianka jest z r. 1060, o sprowadzeniu przez Alexandra, biskupa płockiego, tu z Francji Jakolda i Gwidona, dwóch zakonników reguły św. Augustyna, (...) dla których ufundował mały klasztorek. W r. 1117 sławny Piotr Dunin (red.: pewno arcybiskup gnieźnieński) wystawił na tym samym miejscu wspaniały kościół z klasztorem dotąd istniejącym, a następnie fundował opactwo, jedno z najzamożniejszych na całym Mazowszu”.
Kościół z klasztorem istnieją do dziś, podobnie jak dawny układ urbanistyczny – od XII w. Czerwińsk miał status miasta - i liczne stare domy oraz usytuowanie opisane w „Słowniku”: „W bardzo malowniczym położeniu, na wyniosłym brzegu Wisły, poprzerzynanym głębokimi wąwozami”.
Czerwińsk jest dziś gminą typowo rolniczą, sławną z truskawek i malin. Na jej terenie utworzono Nadwiślański Obszar Chronionego Krajobrazu, którego południową granicę stanowi Wisła, północną natomiast droga krajowa nr 62. Bo ta niewielka miejscowość położona jest w odległości zaledwie 65 km od Warszawy.

Winien jest święty

swMarcinWłaściwie wszystkiemu winien jest święty. Chodzi o Marcina. Bo Święto Niepodległości jest przecież młodziutkie: zostało ustanowione dopiero ustawą z 23 kwietnia 1937 roku, na dzień, kiedy Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową będącą częścią zwierzchniej władzy państwowej. Zaś listopadowe święto stare jest – można powiedzieć – jak świat.
Marcin z Tours urodził się około 316 roku na Węgrzech, w dzisiejszym Szombathely, w rodzinie rzymskiego legionisty. Jak łatwo sobie wyobrazić poszedł w ślady ojca. Jednak żołnierskie rzemiosło nie bardzo mu leżało. Jak głosi legenda, gdy stacjonował we Francji, pewnego mroźnego wieczoru wracał – oczywiście konno – do obozu w Amiens. U bram miasta zatrzymał go jakiś żebrak. Marcin jednak nie miał ani pieniędzy, ani jedzenia, więc zdjął z siebie płaszcz i przeciął go mieczem na pół, by żebrak przynajmniej mógł się trochę ogrzać. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wówczas – jak twierdzą znawcy tematu - tylko jedna połowa płaszcza stanowiła własność rzymskiego żołnierza, zaś druga należała do armii, Marcin oddał wszystko, co posiadał.
W nocy przyśnił mu się Jezus okryty tą połową płaszcza, mówiący aniołowi, że ów żołnierz właśnie przygotowuje się do chrztu. Przeżycie było tak poruszające, że  Marcin zdecydował się przyjąć chrześcijaństwo i mimo przeszkód ze strony armii opuścił wojsko. Wybrał życie pustelnika, a jego wrażliwość na potrzeby innych i osobista skromność były powszechnie znane.
Około 360 r. św. Hilary, mistrz i mentor Marcina, od 356 r. biskup Poitiers, polecił swemu uczniowi misję. I dzięki temu mniej więcej 8 kilometrów na południe od Poitiers, w Ligugé powstał najstarszy klasztor w Galii (przed portalem kościoła św. Marcina w naszych czasach odkryto pozostałości gallo-romańskie oraz sarkofagi merowińskie z V w.).

Jak to było na prawdę

Każdy szanujący się zamek ma swoją legendę, więc ma ją również zamek w Rawie Mazowieckiej. Tyle, że nie jest to legenda, a szczera prawda, potwierdzona w dokumentach.
A było tak.
W połowie XIV wieku w księstwie rawskim panował Siemowit III. To on właśnie w widłach Rawki i Rylki wybudował murowany zamek jako swoją siedzibę, a zarazem ważny punkt strategiczny.
Książę był żonaty dwukrotnie. Pierwszą żoną była Eufemia, córka księcia opawskiego Mikołaja II i Anny raciborskiej, z którą miał dwóch synów (Janusza, w przyszłości zwanego Warszawskim oraz Siemowita, w przyszłości IV Płockiego) i trzy córki. Po jej śmierci książę ożenił się z córką księcia ziębickiego Mikołaja Małego, Anną (Ludmiłą). Podobno była niezwykle urodziwa i harmonijnie zbudowana, co oczywiście prowokowało różnych ludzi z otoczenia księcia do podejrzewania jej o niewierność.

Kto jest najlepszym krasomówcą?


Właśnie – z opóźnieniem – przeczytałam, że tegorocznym zdobywcą statuetki "Vox Populi" w konkursie na Mistrza Mowy Polskiej został Adrian Wiśniowski, leśnik z Nadleśnictwa Cisna! Okazuje się zresztą, że jest wielokrotnym laureatem konkursów krasomówczych. W swych gawędach niezwykle barwnie przedstawia tajemnice bieszczadzkiego lasu. W trakcie gali w Gdańsku zachwycił publiczność opowieścią o jodle. Niestety, nie została chyba utrwalona.
Właśnie – z opóźnieniem – przeczytałam, że tegorocznym zdobywcą statuetkę "Vox Populi" w konkursie na Mistrza Mowy Polskiej został Adrian Wiśniowski, leśnik z Nadleśnictwa Cisna! Okazuje się zresztą, że jest wielokrotnym laureatem konkursów krasomówczych. W swych gawędach niezwykle barwnie przedstawia tajemnice bieszczadzkiego lasu. W trakcie gali w Gdańsku zachwycił publiczność opowieścią o jodle. Niestety, nie została chyba utrwalona.

Jak się żyło na Mazowszu...

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Niespełna dwie godziny jazdy samochodem z Warszawy. Ponad 60 obiektów budownictwa drewnianego. Skansen powstał wiosną 1971 roku jako placówka etnograficzna, której zadaniem było gromadzenie i badanie dóbr kultury regionu sierpeckiego, a zwłaszcza sztuki ludowej - rzeźby oraz ikonografii.
Z czasem jednak samo życie przekształciło ją w skansen. Ot, po prostu nie można było dopuścić, aby tak cenne zabytki kultury materialnej, jak karczma z Sochocina i kuźnia z Żuromina uległy zagładzie. Toteż od czerwca 1987 r. placówka nosi nazwę Muzeum Wsi Mazowieckiej i zajmuje się głównie ochroną architektury wiejskiej, małomiasteczkowej i sakralnej regionu. Dziś, po równo 40 latach istnienia, może poszczycić się bogatą i ciekawie zaaranżowaną ekspozycją: wieś rzędówka - chałupy z II połowy XIX w. i pierwszej dekady XX w., przy nich ogródki i sady, w zagrodach żyją zwierzęta, na rozstajach zgodnie z tradycją stoją krzyże, kapliczki...